litografie

Vintage grafika i litografia – jak zacząć kolekcję?

Nie każda kolekcja sztuki zaczyna się od nazwiska, które zna cały świat. Czasem zaczyna się od niewielkiej litografii znalezionej w galerii, pracy nieznanego autora z lat 60. albo abstrakcyjnej kompozycji, która przypadkiem trafia obok tekowego sideboardu i okazuje się dokładnie tym, czego brakowało całemu wnętrzu.

Grafika vintage daje możliwość obcowania z autentyczną sztuką bez konieczności wchodzenia od razu w świat wielkiego malarstwa i jego cen. Ma przy tym własną historię, techniki, język i kolekcjonerskie niuanse. Numer odbitki, sygnatura ołówkiem, rodzaj papieru czy tajemnicze E.A. zapisane pod kompozycją nie stanowią dekoracyjnych szczegółów. Opowiadają o tym, jak dana praca powstała.

Dla miłośnika XX-wiecznego designu jest jeszcze jeden powód, żeby zainteresować się grafiką. Modernistyczne wnętrze bez sztuki pozostaje niepełne. Architekci i projektanci nigdy nie traktowali przecież mebla jako obiektu istniejącego w próżni.

Od monachijskiego kamienia do ścian modernistycznych domów

Historia litografii zaczyna się pod koniec XVIII wieku w Bawarii. Alois Senefelder opracował tę technikę około 1798 roku, poszukując niedrogiego sposobu powielania tekstów i zapisu nutowego. Nazwa dobrze zdradza jej pierwotną naturę: greckie lithos oznacza kamień, a graphein – pisać lub rysować.

Technika wykorzystuje prostą właściwość fizyczną: tłuszcz i woda się odpychają. Artysta wykonywał rysunek tłustą kredką lub tuszem na odpowiednio przygotowanym kamieniu wapiennym. Po kolejnych etapach przygotowania powierzchni farba drukarska pozostawała tam, gdzie znajdował się rysunek, a następnie przechodziła pod naciskiem na papier.

Brzmi technicznie. Efekt mógł jednak pozostawać niezwykle malarski.

To właśnie swoboda kreski sprawiła, że litografia szybko przestała pełnić wyłącznie funkcję reprodukcyjną. Korzystali z niej Francisco Goya, Honoré Daumier, Henri de Toulouse-Lautrec, Pablo Picasso, Joan Miró czy Marc Chagall. W XIX wieku znakomicie odnalazła się w kulturze paryskiego plakatu. W XX wieku weszła do repertuaru modernizmu, abstrakcji i sztuki powojennej.

I właśnie ten późniejszy rozdział okazuje się szczególnie interesujący dla kolekcjonera vintage.

Grafika artystyczna nie jest reprodukcją obrazu

To rozróżnienie dobrze zrobić już na początku kolekcjonowania.

Oryginalna grafika artystyczna powstaje w procesie, w którym druk stanowi właściwe medium dzieła. Artysta pracuje z kamieniem litograficznym, płytą, matrycą albo sitem, zależnie od techniki. Gotowa odbitka nie musi więc być „kopią obrazu”. Może być samodzielnym dziełem pomyślanym od początku jako litografia, akwaforta, drzeworyt, linoryt czy serigrafia.

To zmienia sposób patrzenia na grafikę.

W przypadku mebla vintage interesuje nas konstrukcja, fornir, sposób łączenia drewna i pochodzenie obiektu. Przy grafice zaczynamy podobnie czytać papier, farbę, sygnaturę i oznaczenia edycji.

Numer 18/160 oznacza zazwyczaj osiemnastą odbitkę z edycji liczącej 160 numerowanych egzemplarzy. Nie należy jednak automatycznie zakładać, że numer 1/100 jest artystycznie „lepszy” od 87/100. W grafice nowoczesnej wszystkie prawidłowo wykonane odbitki danej edycji mają odpowiadać zaakceptowanemu wzorcowi.

Można spotkać także oznaczenie E.A., czyli épreuve d'artiste – odbitkę artystyczną spoza podstawowej numeracji edycji. Angielski odpowiednik to A.P., artist's proof. Takie oznaczenie samo w sobie nie gwarantuje wysokiej wartości pracy, ale jest częścią historii konkretnej odbitki.

Lata 50., 60. i 70. – ściana staje się częścią modernistycznego wnętrza

Najciekawszy teren dla osoby kochającej vintage zaczyna się często w powojennej Europie.

Skandynawia rozwija własną odmianę modernizmu. We Francji nadal silnie działa tradycja École de Paris. Abstrakcja geometryczna spotyka się z art informel, ekspresją gestu i zainteresowaniem materią. W Wielkiej Brytanii, Niemczech, Włoszech i Europie Północnej artyści eksperymentują z kolorem, znakiem oraz uproszczoną figuracją.

Grafika świetnie odpowiada temu momentowi.

W skandynawskim wnętrzu lat 60. nie musiała konkurować z meblem. Tek, palisander, wełna, ceramika i papier tworzyły wspólną kompozycję opartą na materiale i kolorze. Nad lekką komodą na wysokich nogach mogła pojawić się abstrakcja, pejzaż zredukowany do kilku płaszczyzn albo praca operująca organicznym znakiem.

Podobną relację można budować dzisiaj. Litografia z 1963 roku i duński sideboard z tej samej dekady nie muszą pochodzić z jednego kraju ani reprezentować identycznego nurtu. Łączy je epoka i charakterystyczny dla niej sposób myślenia o formie.

Nie zaczynaj od nazwiska

Pierwszy zakup łatwo zamienić w polowanie na autora, którego nazwisko można znaleźć w katalogu aukcyjnym. To nie zawsze prowadzi do ciekawej kolekcji.

Lepiej najpierw określić, jaki język wizualny rzeczywiście nas interesuje.

Może to być powojenna abstrakcja skandynawska. Geometryczne kompozycje bliskie konstruktywizmowi. Surowa grafika pasująca do brutalizmu. Biomorficzne formy przypominające eksperymenty Jeana Arpa. Pop-artowska serigrafia. Sztuka naiwna. Ekspresyjny drzeworyt. Albo francuska litografia balansująca pomiędzy figuracją i abstrakcją.

Taka metoda ma ciekawy skutek. Zamiast przypadkowego zestawu „ładnych obrazków” zaczyna powstawać kolekcja mająca własny rytm i temperament.

Nie oznacza to konieczności stylistycznej czystości. Wręcz przeciwnie. Bauhaus nie musi wisieć wyłącznie obok Bauhausu, a skandynawski modernizm nie wymaga kompletu skandynawskich grafik. Dialog pomiędzy epokami bywa znacznie ciekawszy niż rekonstrukcja katalogowego wnętrza z 1964 roku.

Sygnatura, numeracja, papier – czego szukać przed zakupem?

Przy pracy vintage warto obejrzeć coś więcej niż samą kompozycję.

Sygnatura wykonana ołówkiem, numer edycji, tytuł, data oraz informacje o technice pomagają rozpoznać charakter obiektu. Jeśli znamy autora, można sprawdzić jego biografię, wystawy, pracownie graficzne, z którymi współpracował, oraz obecność prac w kolekcjach instytucjonalnych.

Brak znanego nazwiska nie przekreśla jednak pracy. Sztuka XX wieku pozostawiła ogromną liczbę interesujących grafik artystów regionalnych, twórców związanych z lokalnymi środowiskami i autorów, którzy nigdy nie weszli do międzynarodowego kanonu.

Stan papieru również ma znaczenie. Lekkie ślady wieku są czymś innym niż silne przebarwienia, ślady wilgoci, pleśń, przedarcia czy destrukcyjne działanie niewłaściwych klejów i taśm. Dawna rama może być piękna i stanowić część charakteru obiektu, ale jej obecność nie zwalnia z obejrzenia samej pracy.

Patyna dobrze wygląda na skórzanym fotelu. Papier wymaga większej ostrożności.

Rama nie powinna udawać, że jest ważniejsza od sztuki

Oprawa potrafi całkowicie zmienić odbiór grafiki.

Powojenne abstrakcje dobrze czują się często w prostych ramach z drewna, aluminium albo w oszczędnej czerni. Prace o mocnej typografii mogą prowadzić interesujący dialog z bardziej techniczną estetyką Bauhausu. Delikatna grafika skandynawska dobrze znosi jasne drewno i szerokie passe-partout.

Nie istnieje jednak jedna „rama do vintage”.

Oprawa powinna wynikać z pracy, a nie z aktualnej mody wnętrzarskiej. Czasem zachowanie starej ramy ma sens, ponieważ dobrze oddaje epokę obiektu. Innym razem ciężka, dekoracyjna oprawa dodana kilkadziesiąt lat później tłumi wszystko, co w grafice interesujące.

Przy wartościowych pracach na papierze estetyka spotyka się też z konserwacją. Bezkwasowe materiały oprawy i ograniczenie kontaktu z intensywnym światłem pomagają chronić papier oraz pigmenty. Bezpośrednie, wielogodzinne słońce nie jest przyjacielem starej grafiki.

Jedna dobra praca zamiast ściany przypadkowych ramek

Moda na gallery wall nauczyła nas zapełniać ściany. Kolekcjonowanie sztuki uczy czegoś odwrotnego – patrzenia.

Duża litografia może dostać całą ścianę. Niewielka praca może wisieć nisko nad komodą. Dwie grafiki z podobnego okresu mogą stworzyć parę, mimo że wyszły z pracowni artystów oddalonych od siebie o tysiące kilometrów.

Nie trzeba od razu projektować galerii z dwunastu ramek.

Dobra kolekcja może rosnąć powoli, razem z wiedzą właściciela. Pierwsza praca prowadzi do nazwiska. Nazwisko do środowiska artystycznego. Środowisko do konkretnej dekady, techniki albo kraju. Po pewnym czasie okazuje się, że na ścianie powstała mapa zainteresowań, której nie dałoby się zaprojektować podczas jednego popołudnia.

Sztuka vintage jako kolejny rozdział kolekcjonowania designu

W GARAGE GARAGE interesuje nas przedmiot, za którym stoi człowiek, warsztat i określony moment w historii wzornictwa. Dlatego obok mebli pojawia się również sztuka. W aktualnej selekcji można znaleźć numerowane i sygnowane litografie z lat 50., 60., 70. i 80., powojenną abstrakcję, prace skandynawskie oraz francuskie, a także grafikę twórców mniej oczywistych niż nazwiska znane z podręczników historii sztuki.

To naturalne przedłużenie myślenia o vintage. Fotel, lampa, ceramika i grafika nie są odrębnymi światami. Wszystkie mówią o tym, jak w danym czasie rozumiano linię, proporcję, materiał i kolor.

Kolekcję najlepiej więc zacząć nie od pytania: „co będzie pasowało nad komodę?”, lecz: „na co chcę patrzeć przez następne lata?”.

Reszta może przyjść później. Czasem od jednej litografii.

Olga WestwalewiczZałożycielka GARAGE GARAGELinkedIn

Założycielka GARAGE GARAGE, marki, która od 2013 roku specjalizującej się w wyszukiwaniu unikatowego designu XX wieku. Od lat odkrywa i przywraca do obiegu wyjątkowe obiekty wzornictwa, łącząc pasję do designu z kolekcjonerską wrażliwością. Stworzona przez nią marka GARAGE GARAGE jest dziś cenionym źródłem starannie wyselekcjonowanych mebli, oświetlenia i przedmiotów z historią. Jej działalność koncentruje się na promowaniu ponadczasowej estetyki, rzemiosła i wartości płynącej z odpowiedzialnej cyrkulacji designu.