Stolik mid-century modern – forma, proporcja, lekkość
Mid-century modern nie narodził się z jednego pomysłu
Styl kojarzony dziś z latami 50. i 60. XX wieku miał wielu rodziców. Z jednej strony stał za nim europejski modernizm i Bauhaus, który od lat 20. oczyszczał przedmioty z ornamentu i podporządkowywał ich formę funkcji. Z drugiej – skandynawska tradycja stolarska, znacznie bardziej przywiązana do drewna, pracy ręcznej i miękkiej linii. Po drugiej stronie Atlantyku rozwijał się z kolei amerykański modernizm, zainteresowany nowymi materiałami, seryjną produkcją oraz eksperymentem.
Te nurty spotkały się po II wojnie światowej. Projektanci nie chcieli wracać do ciężkich salonów z monumentalnymi stołami, rzeźbionymi nogami i dekoracją zaczerpniętą z historycznych stylów. Nowoczesne mieszkanie potrzebowało mebli niższych, lżejszych i łatwiejszych do przestawiania.
Stolik kawowy świetnie nadawał się do takich eksperymentów. Nie musiał dźwigać ciężaru wielkiego stołu jadalnianego ani kryć konstrukcji pod szufladami i masywnymi korpusami. Projektant mógł więc skupić się niemal wyłącznie na proporcjach.
I zrobiło się ciekawie.
Organiczny blat łamie modernistyczną geometrię
Modernizm często kojarzymy z linią prostą, siatką i kątem prostym. Mid-century modern pokazał jednak jego drugą twarz. Blaty zaczęły przypominać kamienie wygładzone przez wodę, liście, krople, nerki czy nieregularne elipsy.
Anglojęzyczne określenia kidney-shaped, free-form czy biomorphic dobrze oddają charakter tych projektów. Forma nie kopiuje dosłownie natury. Raczej przejmuje jej sposób budowania kształtu – bez ostrych podziałów i bez konieczności zachowania idealnej symetrii.
Ta fascynacja pojawiła się jeszcze przed największym rozkwitem mid-century. W 1940 roku Museum of Modern Art w Nowym Jorku ogłosiło konkurs Organic Design in Home Furnishings. Wśród zwycięzców znaleźli się Charles Eames i Eero Saarinen. Idea organic design zakładała projektowanie przedmiotu jako spójnej całości, w której konstrukcja, materiał i przeznaczenie pozostają ze sobą w ścisłej relacji.
W następnej dekadzie biomorficzne linie weszły już na dobre do języka nowoczesnego wyposażenia.
Noguchi zrobił ze stolika rzeźbę
Trudno mówić o organicznych stolikach bez Isamu Noguchiego. Amerykańsko-japoński artysta poruszał się między rzeźbą, architekturą krajobrazu i projektowaniem użytkowym. Jego słynny Noguchi Table, wprowadzony do oferty Herman Miller pod koniec lat 40., składa się właściwie z trzech części – dwóch drewnianych podpór oraz grubego, swobodnie uformowanego szklanego blatu.
I właśnie dlatego jest tak dobry.
Nie ma tu dekoracji dodanej po zaprojektowaniu konstrukcji. Konstrukcja sama staje się dekoracją. Dwie drewniane części podstawy zazębiają się jak fragment abstrakcyjnej rzeźby, a przezroczyste szkło pozwala oglądać je z góry. Zależnie od miejsca, z którego patrzymy, mebel pokazuje inną sylwetkę.
Noguchi znakomicie oddaje jeden z najbardziej interesujących rysów mid-century modern – granica między sztuką a przedmiotem codziennym zaczyna się zacierać. Stolik nadal służy do odłożenia książki czy filiżanki, ale równocześnie organizuje przestrzeń kompozycyjnie.
Smukłe nogi nie są przypadkowym detalem
Drugi znak rozpoznawczy stolików tej epoki znajduje się pod blatem.
Zwężające się ku dołowi nogi, często lekko odchylone na zewnątrz, sprawiają, że bryła zdaje się unosić nad podłogą. W języku angielskim mówi się często o tapered legs albo splayed legs. Ten zabieg pojawiał się w stolikach, komodach, biurkach i fotelach.
Zmiana przekroju nogi ma ogromny wpływ na odbiór całego mebla. Gdy przy blacie pozostaje ona stosunkowo mocna, a przy podłodze staje się bardzo cienka, konstrukcja przestaje wyglądać ciężko. Mebel zajmuje tę samą powierzchnię, lecz pozostawia wokół siebie więcej powietrza.
Projektanci potrafili wzmacniać ten efekt na kilka sposobów. Nogi odsuwano od krawędzi blatu, ustawiano pod kątem albo niemal całkowicie chowano pod jego obrysem. Czasami cienka krawędź blatu otrzymywała delikatne sfazowanie, dzięki któremu z poziomu wzroku wydawała się jeszcze smuklejsza.
To gra proporcji, a nie ornamentu.
Dania zrobiła z lekkości narodową specjalność
Jeśli jest miejsce, w którym smukły stolik osiągnął wyjątkowo wysoki poziom wyrafinowania, trudno pominąć powojenną Danię.
Danish modern wyrósł z połączenia modernistycznej prostoty z niezwykle mocną tradycją rzemiosła stolarskiego. Hans J. Wegner, Finn Juhl, Børge Mogensen, Arne Vodder, Illum Wikkelsø czy Severin Hansen pracowali w świecie, w którym detal połączenia dwóch fragmentów drewna potrafił mieć takie samo znaczenie jak ogólna sylwetka mebla.
Stoliki duńskie z lat 50. i 60. często wykonywano z teku, palisandru, dębu i innych szlachetnych gatunków drewna. Nie potrzebowały dekoracyjnych aplikacji. Rysunek forniru, profil obrzeża i proporcja nóg wystarczały.
Nie wszystkie były przy tym biomorficzne. Børge Mogensen należał do projektantów bardziej zdyscyplinowanych, zainteresowanych czytelną konstrukcją i użytkowością. Finn Juhl znacznie chętniej traktował mebel jak kompozycję rzeźbiarską. Severin Hansen potrafił natomiast budować elegancję niemal wyłącznie poprzez geometrię, materiał i wyjątkowo precyzyjne połączenia.
Właśnie dlatego określenie „stolik mid-century modern” nie oznacza jednego konkretnego kształtu. Wspólna pozostaje lekkość, dyscyplina proporcji i świadome pokazanie materiału.
Od tekowego blatu do eksperymentów ze szkłem
Drewno stało się jednym z symboli skandynawskiej odmiany mid-century, ale epoka nie ograniczała się do stolarstwa.
W Stanach Zjednoczonych Charles i Ray Eamesowie eksperymentowali ze sklejką formowaną przestrzennie, włóknem szklanym i metalem. Ich badania nad gięciem sklejki pokazały, że materiał przemysłowy może tworzyć miękkie, niemal anatomiczne krzywizny. Eero Saarinen rozwijał własny język oparty na redukcji konstrukcji i płynnych kształtach.
Włoski modernizm szedł jeszcze inną drogą. Gio Ponti, Carlo Mollino czy później Afra i Tobia Scarpa swobodniej podchodzili do rzeźbiarskiej strony mebla. Szczególnie projekty Mollina pokazują, jak daleko można odejść od chłodnego funkcjonalizmu, nie porzucając nowoczesności. Drewno wygina się, podpory przypominają struktury organiczne, a stolik zaczyna funkcjonować niemal jak przestrzenny rysunek.
Lata 60. i 70. przyniosły szkło, chrom, laminaty oraz tworzywa sztuczne, a modernistyczna lekkość zaczęła stopniowo przechodzić w Space Age, włoski radical design i postmodernistyczną grę z formą.
Dobry stolik poznaje się po proporcji
Współczesny rynek pełen jest mebli opisanych jako „mid-century”, ponieważ wystarczy dodać cztery skośne nóżki do prostokątnego korpusu, aby uzyskać łatwo rozpoznawalny kostium stylistyczny. Oryginalne wzornictwo połowy XX wieku jest znacznie bardziej wymagające.
Przy stoliku vintage dobrze spojrzeć najpierw na sylwetkę.
Jak cienki jest blat? Gdzie zaczynają się nogi? Jak łączą się z oskrzynią? Czy ich zwężenie ma sens konstrukcyjny? Jak wygląda mebel oglądany z boku? Projekty wysokiej klasy zwykle bronią się z każdego kierunku.
Ważna jest też jakość wykonania. Fornir powinien układać się świadomie, krawędź blatu mieć odpowiedni profil, a połączenia nie mogą wyglądać jak przypadkowo zestawione części. W duńskich meblach często właśnie spód zdradza klasę projektu – miejsce niewidoczne na pierwszy rzut oka wykonano z taką samą uwagą jak blat.
Patyna nie dyskwalifikuje stolika. Przeciwnie, delikatne ślady kilkudziesięciu lat użytkowania potrafią podkreślać autentyczność drewna. Renowacja powinna natomiast respektować pierwotną konstrukcję, proporcje i charakter powierzchni. Zbyt agresywne szlifowanie albo połyskliwy lakier mogą odebrać meblowi sporą część jego pierwotnego wyrazu.
Mid-century lubi towarzystwo z innych epok
Stolik z lat 50. czy 60. nie wymaga salonu urządzonego od podłogi po sufit w jednej stylistyce. Takie podejście szybko zamienia mieszkanie w scenografię.
Znacznie ciekawiej działa konfrontacja różnych języków projektowych. Lekki tekowy stolik może stanąć przy masywniejszym fotelu o brutalistycznej konstrukcji. Biomorficzny blat dobrze reaguje na geometryczną lampę wywodzącą się z tradycji Bauhausu. Palisander może spotkać się z surową ceramiką, chromem albo sztuką abstrakcyjną.
W takim zestawieniu widać, dlaczego dobry vintage nie potrzebuje stylizacji na dawną epokę. Projekt zachowuje własną tożsamość również we współczesnym wnętrzu.
Mały mebel, wielka historia projektowania
Stolik mid-century modern może wyglądać niepozornie – nogi, niewielki blat, czasem szkło. Za tą prostotą stoi jednak kilkadziesiąt lat eksperymentów z modernizmem, organic design, nowymi technologiami i tradycyjnym rzemiosłem.
Od rzeźbiarskiego świata Noguchiego, przez amerykańskie eksperymenty Eamesów, po precyzję duńskich manufaktur – projektanci połowy XX wieku pokazali, że lekkość wymaga ogromnej dyscypliny. Im prostszy mebel, tym trudniej ukryć złą proporcję.
