Dekoracje vintage – przedmioty, które nadają wnętrzu charakter
Dekoracje vintage nie muszą pochodzić z tej samej epoki
Jednym z najczęstszych błędów przy urządzaniu wnętrza jest zbyt dosłowne traktowanie stylu. Mamy komodę z lat 60., więc szukamy lampy z lat 60., ceramiki z lat 60., grafiki z lat 60. i dywanu, który również wygląda jak wyjęty z katalogu sprzed sześciu dekad. Efekt może być poprawny historycznie, ale często zaczyna przypominać scenografię.
Historia wzornictwa XX wieku sama podpowiada inne rozwiązanie. Bauhaus, art déco, Scandinavian Modern, włoski modernizm, brutalizm, Space Age czy późniejszy postmodernizm nie rozwijały się w izolacji. Projektanci odpowiadali na wcześniejsze nurty, odrzucali ich założenia albo przetwarzali je na własny język.
Bauhaus, założony w Weimarze w 1919 roku, dążył do połączenia sztuki, rzemiosła i produkcji przemysłowej. Art déco w swojej najbardziej wyrafinowanej francuskiej odsłonie eksponowało natomiast kunszt wykonania, geometrię oraz kosztowne materiały, osiągając szczyt popularności niemal w tym samym czasie.
Skoro same nurty prowadziły ze sobą tak intensywną rozmowę, wnętrze także może ją prowadzić.
Najpierw określ język wnętrza
Dobieranie dodatków vintage dobrze zacząć od pytania nie o kolor, lecz o charakter mebli, które już stoją w pomieszczeniu.
Lekki sideboard Danish Modern, tekowy stolik i fotel o płynnej konstrukcji tworzą zupełnie inną bazę niż chromowana konsola, skórzana sofa i geometryczna lampa wywodząca się z modernizmu. Jeszcze innej oprawy potrzebuje ciężki, rzeźbiarski mebel brutalistyczny.
Wnętrze skandynawskie dobrze przyjmuje naturalne materiały, szkło, kamionkę, wełnę i przedmioty o organicznej sylwetce. Modernistyczna przestrzeń pozwala mocniej wyeksponować geometrię, metal, szkło oraz grafikę. Przy art déco można pozwolić sobie na szlifowane szkło, lustro, mosiądz, ciemny fornir i bardziej dekoracyjne powierzchnie.
Nie oznacza to jednak konieczności powtarzania tego samego języka. Czasem najlepszy dodatek jest właśnie tym przedmiotem, który lekko zaburza porządek.
Bauhaus nie potrzebuje dekoracji udającej Bauhaus
Wnętrze oparte na Bauhausie łatwo popsuć zestawem reprodukcji z czerwonym kołem, żółtym trójkątem i obowiązkową typografią geometryczną. Taki skrót szybko zamienia historię awangardy w dekoracyjny motyw.
Znacznie ciekawsza jest praca z zasadami tego nurtu.
Prosta lampa, grafika wykorzystująca rytm i geometrię, metalowy świecznik albo przedmiot o wyraźnie skonstruowanej formie mogą wejść w dialog z meblami opartymi na stalowej rurze, szkle i oszczędnej bryle. Bauhaus interesował się użytecznością oraz możliwością produkcji dobrze zaprojektowanych przedmiotów na większą skalę, dlatego dekoracja nie musi być ornamentalna, aby silnie działać we wnętrzu.
Dobrym kontrapunktem dla takiej dyscypliny może być przedmiot bardziej organiczny: nieregularna ceramika, ręcznie wykonana misa albo szkło o płynnej sylwetce. Geometria zaczyna wtedy wyglądać jeszcze czyściej, bo ma obok siebie coś, z czym może się skonfrontować.
Ceramika potrafi zmienić ciężar całego wnętrza
W dekoracji wnętrz XX wieku ceramika zajmuje szczególne miejsce. Jest przedmiotem użytkowym, rzemiosłem i niewielką rzeźbą jednocześnie.
Świetnym przykładem jest zachodnioniemiecka ceramika artystyczna z okresu powojennego, szczególnie z lat 60. i 70. Wśród producentów pojawiały się m.in. Scheurich, Carstens, Bay czy Dümler & Breiden. Część naczyń otrzymywała bardzo grube, ekspresyjne szkliwa, które kolekcjonerzy określają dziś terminem Fat Lava. Samo określenie nie powinno być jednak używane jako nazwa całej ceramiki zachodnioniemieckiej – dotyczy przede wszystkim charakterystycznego rodzaju szkliwa.
Taki wazon świetnie zachowuje się na spokojnej komodzie z teaku lub palisandru. Gładka, precyzyjna powierzchnia mebla spotyka się wtedy z grubą, niemal geologiczną fakturą ceramiki.
Na jednym blacie nie potrzeba pięciu podobnych naczyń. Jeden mocny obiekt o dobrej skali potrafi zrobić więcej niż cała kolekcja ustawiona w równym szeregu.
Szkło wprowadza kolor bez obciążania przestrzeni
Jeżeli ceramika buduje masę, szkło działa światłem.
Szczególne miejsce w powojennym designie zajmuje włoskie szkło z Murano. Technika sommerso, kojarzona m.in. z projektami Flavia Poliego dla Seguso Vetri d'Arte, pozwalała budować przedmiot z nakładających się warstw barwnego i przezroczystego szkła.
Taka dekoracja vintage dobrze pokazuje, dlaczego przedmiotu nie powinno oceniać się wyłącznie według koloru. Liczy się także sposób, w jaki obiekt reaguje na światło, zmienia się w ciągu dnia i wygląda z różnych stron.
Szklany wazon może wprowadzić kobalt, bursztyn, śliwkowy fiolet albo intensywną zieleń do wnętrza zdominowanego przez drewno bez tworzenia dużej, ciężkiej plamy barwnej. Dlatego szkło dobrze współpracuje zarówno z Danish Modern, jak i bardziej ascetycznym modernizmem.
Art déco pozwala na luksus, ale wymaga dyscypliny
Art déco kojarzymy z dekoracyjnością, lecz dobre projekty tego nurtu rzadko opierały się na przypadkowym nagromadzeniu ozdób. Francuskie realizacje z lat 20. wykorzystywały heban makassar, lakę, szkło, metal, kość słoniową czy kunsztowne forniry. Émile-Jacques Ruhlmann budował wnętrza, w których meble, oświetlenie, dywany i ceramika tworzyły wspólną kompozycję.
Dlatego dekoracje vintage w duchu art déco najlepiej wybierać według materiału i proporcji, a nie ilości ornamentu.
Mosiężna misa, szklany wazon o mocno zarysowanej sylwetce, niewielkie lustro albo przedmiot z czarnego szkła potrafią wystarczyć. Jeżeli obok stoi już wyrazista komoda z ciemnego forniru, nie trzeba dokładać kolejnych pięciu „luksusowych” akcentów.
Art déco lubi kontrolowany blask. Nadmiar szybko odbiera mu elegancję.
Brutalizm potrzebuje faktury, nie dekoracyjności
Brutalizm we wnętrzu nie oznacza automatycznie betonowej ściany. W meblarstwie i dekoracji może objawiać się ciężarem materiału, silnie zaznaczoną fakturą, ręcznym opracowaniem powierzchni oraz formą, która nie próbuje wyglądać delikatnie.
Do takiego wnętrza pasują rzeźbiarskie dekoracje ścienne, masywna ceramika, metal, grube szkło, surowe drewno czy obiekty noszące ślady ręcznej pracy. W naszej kolekcji pojawiła się m.in. niemiecka ceramiczna dekoracja ścienna Bowls z 1972 roku, zbudowana z wielu szkliwionych form – dobry przykład przedmiotu stojącego gdzieś pomiędzy dekoracją a rzeźbą.
Przy takich przedmiotach szczególnie ważne jest miejsce. Mocna forma potrzebuje pustej ściany lub spokojnego tła. Ustawiona pośród kilkunastu drobiazgów traci niemal całą siłę.
Postmodernizm może świadomie złamać zasady
Na początku lat 80. grupa Memphis związana z Ettore Sottsassem odpowiedziała na modernistyczną dyscyplinę kolorem, laminatem, wzorem, asymetrią i formami, które nieraz balansowały na granicy dobrego smaku. Pierwsza kolekcja Memphis pojawiła się w Mediolanie w 1981 roku, a projekty grupy stały się jednym z symboli postmodernistycznego zwrotu w designie. V&A przechowuje dziś m.in. słynny regał Casablanca Sottsassa z 1981 roku.
We współczesnym wnętrzu nie trzeba od razu budować pełnego Memphis room.
Czasem wystarczy jeden absurdalnie kolorowy przedmiot przy bardzo poważnym duńskim sideboardzie. Geometryczna lampa z lat 80. może stanąć przy skórzanym fotelu z lat 60. Jaskrawa grafika może pojawić się nad ascetyczną komodą.
Dobry kontrast nie niszczy spójności. Sprawia, że wnętrze przestaje być przewidywalne.
Skala jest ważniejsza niż liczba dodatków
Mała dekoracja ustawiona na długim sideboardzie potrafi zwyczajnie zniknąć. Z kolei ogromny wazon na niewielkim stoliku może wyglądać tak, jakby za chwilę miał przewrócić cały mebel.
Trzeba patrzeć na relacje.
Przy długiej komodzie można zestawić wyższy wazon z niską misą i grafiką wiszącą nieco z boku. Na małym stoliku często wystarczy jeden przedmiot. Nad sofą dobrze działa większa praca albo uporządkowana kompozycja kilku mniejszych, jeśli łączy je czytelny rytm.
Nie chodzi o symetrię. Chodzi o napięcie pomiędzy pustym miejscem a przedmiotem.
Dlatego wolna powierzchnia nie oznacza, że trzeba ją natychmiast zagospodarować. Modernizm bardzo dobrze nauczył projektantów wartości pustki. Dobrze dobrana dekoracja potrzebuje miejsca dokładnie tak samo jak dobry fotel.
Nie wszystko musi mieć nazwisko projektanta
Rynek vintage przyzwyczaił nas do nazwisk. Eames, Breuer, Jacobsen, Wegner, Sottsass, Perriand czy Ruhlmann pomagają uporządkować historię wzornictwa i mają ogromne znaczenie kolekcjonerskie. Nie oznacza to jednak, że każdy przedmiot we wnętrzu powinien mieć muzealne CV.
Anonimowa ceramika może mieć znakomitą formę. Nieznana lampa może świetnie reprezentować technologię i estetykę swojej epoki. Stary przedmiot użytkowy potrafi stać się rzeźbiarskim akcentem po wyrwaniu go z pierwotnego otoczenia.
Właśnie dlatego dekorowanie wnętrza vintage przypomina raczej budowanie prywatnej kolekcji niż kompletowanie zestawu.
Liczy się oko, proporcja, materiał i umiejętność dostrzeżenia związku między rzeczami.
Wnętrze z charakterem powstaje z dobrych spotkań
Najciekawsze dekoracje vintage nie muszą idealnie pasować do mebli. Powinny mieć własną obecność.
Ciężka ceramika może spotkać lekką duńską komodę. Włoskie szkło może pojawić się przy niemieckim modernizmie. Geometryczna grafika może zdyscyplinować organiczny fotel, a postmodernistyczny drobiazg rozbić powagę Bauhausu. Właśnie na takich zestawieniach zaczyna budować się wnętrze, którego nie da się odtworzyć przez zakup gotowego kompletu.
Nie trzeba przy tym zamieniać mieszkania w muzeum designu. Wystarczy wybierać przedmioty, które mają dobry powód, żeby znaleźć się właśnie w tym miejscu. Z czasem powstaje z nich kolekcja, a wraz z nią charakter wnętrza – nie skopiowany z jednej epoki, lecz zbudowany z rzeczy rzeczywiście wartych zachowania.
