salon mid-century-modern

Jak urządzić salon w stylu mid-century modern?

Mid-century modern łatwo rozpoznać, znacznie trudniej dobrze urządzić. Smukłe nogi, fornirowany sideboard, niska sofa i lampa o opalowym kloszu mogą stworzyć świetne wnętrze, ale równie łatwo zamienić salon w dekorację stylizowaną na lata 60. Projekt wnętrza MCM jest udany wtedy, gdy zamiast odtwarzać epokę, przejmuje się jej sposób myślenia o formie, materiale i przestrzeni. Mebel powinien mieć dobrą proporcję, przedmiot powinien mieć powód, żeby znaleźć się w pomieszczeniu, a całość potrzebuje miejsca, by wybrzmieć.

Mid-century modern nie narodził się jako gotowy styl wnętrzarski

To, co dzisiaj nazywamy mid-century modern, wyrasta z kilku równoległych zjawisk w projektowaniu lat 40., 50. i 60. XX wieku. Jest w nim wcześniejszy Bauhaus i europejski modernizm, amerykańska fascynacja technologią, rozwój produkcji przemysłowej, Scandinavian Modern oraz powojenny zwrot ku bardziej organicznym formom.

Po II wojnie światowej projektanci zaczęli korzystać z materiałów i metod produkcji rozwijanych wcześniej na potrzeby przemysłu. Gięta sklejka, aluminium, włókno szklane czy tworzywa sztuczne dawały możliwość projektowania lżejszych, bardziej swobodnych brył. Charles i Ray Eames eksperymentowali z formowaną sklejką, Eero Saarinen szukał rzeźbiarskiej ciągłości formy, Harry Bertoia pracował z metalową siatką, a Isamu Noguchi traktował stolik niemal jak niewielką rzeźbę ustawioną w przestrzeni. Lata 50. to czas powrotu do cieplejszej, organicznej estetyki oraz intensywnego wykorzystania nowych technologii produkcyjnych.

Dobrym symbolem takiego myślenia pozostaje Coffee Table IN-50 Isamu Noguchiego z 1944 roku. Szklany blat spoczywa na dwóch organicznie wyciętych drewnianych podporach. Konstrukcja jest prosta, ale jej forma daleko odbiega od chłodnej geometrii wczesnego modernizmu.

Dlatego salon MCM nie powinien wyglądać jak zestaw mebli dobranych według jednej cechy stylistycznej. Powinien raczej przypominać dobrze zredagowaną kolekcję.

Zacznij od przestrzeni, nie od dekoracji

Jedną z najważniejszych rzeczy, które można przejąć z powojennego modernizmu, jest sposób traktowania wnętrza.

Salon potrzebuje światła, widocznej podłogi i oddechu pomiędzy bryłami. Meble często mają niski profil, a komody, fotele czy stoliki unoszą się na cienkich nogach. Dzięki temu wzrok swobodnie przechodzi przez pomieszczenie.

To właśnie dlatego ciężki narożnik ustawiony przy równie ciężkiej komodzie trudno uratować kilkoma dodatkami „w stylu retro”. MCM bazuje na proporcji.

Sofa może być szeroka, ale nie powinna wizualnie blokować całego salonu. Sideboard dobrze wygląda na długiej ścianie, gdy po jego bokach pozostaje wolna przestrzeń. Fotel nie musi przylegać do sofy. Lepiej lekko go odsunąć i obrócić, tworząc osobny kierunek w kompozycji.

Pomyśl bardziej o architekturze wnętrza niż o jego wypełnianiu.

Scandinavian Modern i amerykański MCM to dwa różne temperamenty

Najciekawsze wnętrza mid-century modern nie wyglądają identycznie, bo sam nurt nigdy nie był jednorodny.

W Stanach Zjednoczonych silnie rozwijała się eksperymentalna odmiana modernizmu. Pojawiały się formowana sklejka, metal, szkło, włókno szklane oraz abstrakcyjne, biomorficzne kształty.

Eames Lounge Chair z 1956 roku pokazuje jeszcze inne oblicze epoki. Charles i Ray Eames połączyli formowaną sklejkową skorupę, fornir i skórę, tworząc nowoczesną interpretację tradycyjnego angielskiego club chair.

Skandynawia odpowiadała nieco innym językiem. Hans J. Wegner, Finn Juhl, Arne Jacobsen, Grete Jalk, Børge Mogensen czy Ilmari Tapiovaara znacznie mocniej pracowali z drewnem, rzemiosłem oraz subtelnością konstrukcji. Charakterystyczne stało się wyprowadzanie nóg, podłokietników i oparć w płynne, starannie opracowane linie.

W aktualnej selekcji GARAGE GARAGE tę różnorodność dobrze pokazują chociażby fotel bujany Ilmariego Tapiovaary dla Asko, projekty Arne Voddera czy palisandrowy stolik Severina Hansena dla Haslev Møbelsnedkeri. Obok nich znajduje się Grasshopper Chair FK87 Prebena Fabriciusa i Jørgena Kastholma z 1968 roku, znacznie bardziej zdecydowany w swojej konstrukcji i wizualnie bliższy technicznemu modernizmowi późnych lat 60.

Urządzając salon, dobrze zdecydować, który z tych temperamentów ma dominować.

Drewno tak, ale nie rób z salonu świątyni teaku

Teak stał się niemal skrótem myślowym dla mid-century modern. Słusznie kojarzy się ze skandynawskim meblarstwem lat 50. i 60., ale nie jest jedynym materiałem tej epoki.

Równie interesujące są palisander, orzech, dąb, mahoń, brzoza oraz wysokiej jakości forniry. Do tego dochodzą chromowana stal, aluminium, mosiądz, szkło, ceramika, skóra i tworzywa sztuczne.

Najlepszy rezultat daje zestawienie materiałów, a nie ich mnożenie.

Tekowa komoda może stać przy fotelu ze skóry koniakowej. Stolik ze szklanym blatem może przełamać dużą ilość drewna. Chromowana lampa wprowadzi chłodniejszy detal, a ciężka ceramika stworzy przeciwwagę dla smukłych konstrukcji.

Nie trzeba także dobierać wszystkich gatunków drewna pod jeden odcień. Stare wnętrza rzadko powstawały jednego dnia. Meble pojawiały się stopniowo, dlatego niewielkie różnice koloru i usłojenia potrafią działać znacznie naturalniej niż idealnie dopasowany komplet.

Sideboard powinien budować linię wnętrza

Jeżeli istnieje mebel szczególnie kojarzony z wnętrzami tej epoki, jest nim długa, niska komoda.

Nie chodzi jednak wyłącznie o charakterystyczne skośne nogi. Znacznie ciekawsze są proporcje korpusu, rytm frontów, sposób poprowadzenia uchwytów i rysunek forniru.

George Nelson już w latach 40. rozwijał koncepcję Storage Wall, próbując integrować przechowywanie z architekturą mieszkania. Późniejsze serie szafek projektowanych dla Herman Miller rozwijały ideę modułowego, wizualnie lekkiego przechowywania.

W salonie można potraktować sideboard podobnie: nie jako kolejną szafkę, ale jako poziomą linię organizującą ścianę.

Nie trzeba też przykrywać go dekoracjami. Jedna ceramika, szkło artystyczne, lampa stołowa albo niewielka rzeźba wystarczą. Nad komodą może zawisnąć duży obraz, grafika abstrakcyjna albo seria prac, ale pozostawienie fragmentu pustej ściany również ma znaczenie.

Sofa i fotel nie powinny wyglądać jak komplet

Jednym z najszybszych sposobów na spłaszczenie aranżacji jest zakup sofy, dwóch identycznych foteli i podnóżka z tej samej serii.

Znacznie ciekawsza jest rozmowa różnych form.

Prosta sofa o drewnianej konstrukcji może spotkać się z bardziej rzeźbiarskim fotelem. Skórzane siedzisko dobrze współgra z wełnianą tapicerką. Geometryczny mebel może stanąć obok organicznego stolika.

Tak właśnie rozwijało się wzornictwo połowy XX wieku. Projektanci nie trzymali się jednego alfabetu form. Saarinen projektował płynne, niemal futurystyczne bryły, Noguchi operował organiczną asymetrią, a Eamesowie łączyli przemysłową technologię z wyjątkowo miękkim sposobem prowadzenia linii.

Salon staje się ciekawszy, kiedy jeden mebel trochę zaburza porządek pozostałych.

Kolor powinien wejść do wnętrza jako akcent

Mid-century modern nie oznacza wyłącznie beżu, brązu i oliwkowej zieleni.

Wnętrza połowy XX wieku potrafiły korzystać z mocnego koloru: pomarańczu, czerwieni, błękitu, żółci, zieleni czy turkusu. Szczególnie wyraźnie widać to w amerykańskim modernizmie oraz późniejszych projektach włoskich i Space Age.

Nie trzeba jednak malować całego salonu na musztardowo.

Jeżeli drewno i skóra tworzą spokojną bazę, kolor może pojawić się na jednym fotelu, dywanie, ceramice, abstrakcyjnej grafice albo szkle. Dobrze działa też pojedynczy przedmiot, który świadomie wychodzi poza dominującą paletę.

Oświetlenie powinno mieć własną formę

Lampy z lat 50., 60. i 70. rzadko próbowały pozostać całkowicie niewidzialne.

Metalowe ramiona, szklane kule, perforowane klosze, mosiądz, chrom, mleczne szkło i pierwsze szerzej wykorzystywane tworzywa dawały projektantom ogromną swobodę. Lampa stawała się niewielkim obiektem architektonicznym.

Dlatego zwykły plafon zamontowany centralnie na suficie nie wykorzystuje potencjału takiego wnętrza.

Lepiej zbudować kilka poziomów światła: lampę wiszącą, lampę podłogową przy fotelu i niewielkie światło przy sideboardzie. Wieczorem wnętrze powinno zmieniać charakter i rozpadać się na mniejsze, bardziej kameralne strefy.

Wybierz eklektyzm

Najbardziej przekonujący salon mid-century modern może zawierać przedmioty pochodzące z różnych dekad.

Obok duńskiej komody z lat 60. może stanąć wcześniejszy fotel inspirowany Bauhausem. Modernistyczną sofę można zestawić z brutalistyczną ceramiką. Włoska lampa z lat 70. może wprowadzić pierwsze sygnały Space Age. Minimalistyczna współczesna sofa może tworzyć spokojne tło dla oryginalnego mebla vintage.

Mid-century modern najlepiej czuje się w dialogu. Z Bauhausem łączy je funkcjonalizm i zainteresowanie przemysłem. Ze skandynawskim modernizmem dzieli miłość do materiału i ergonomii. Z włoskim designem lat 50. i 60. spotyka się w rzeźbiarskim podejściu do przedmiotu. Później naturalnie przechodzi w bardziej eksperymentalne formy Space Age.

Jeżeli wszystko w salonie wygląda „bardzo mid-century”, prawdopodobnie jest tego za dużo.

Salon powinien wyglądać jak kolekcja zbierana przez lata

Najlepiej urządzone wnętrza vintage mają jedną cechę, której nie da się kupić w zestawie: indywidualność.

Nie potrzebujesz sześciu ikon designu stojących obok siebie. Czasem znacznie ciekawiej działa anonimowy duński sideboard o świetnych proporcjach, nieznany włoski fotel z lat 60., dobra lampa i grafika znaleziona zupełnie gdzie indziej.

Nazwisko projektanta może mieć znaczenie dla historii oraz wartości kolekcjonerskiej przedmiotu, ale samo nazwisko nie urządzi salonu.

Mid-century modern narodził się w epoce ogromnej wiary w projektowanie: w przekonaniu, że dobrze wymyślony przedmiot może poprawić codzienność bez udawania czegoś, czym nie jest. I właśnie tę zasadę najlepiej przenieść do współczesnego wnętrza.

Zamiast rekonstruować przeszłość, wybieraj przedmioty, które nadal bronią się linią, materiałem, konstrukcją i pomysłem. Wtedy salon nie stanie się scenografią z połowy XX wieku. Stanie się miejscem, w którym dobre wzornictwo sprzed sześćdziesięciu lat nadal żyje własnym życiem.

Olga WestwalewiczZałożycielka GARAGE GARAGELinkedIn

Założycielka GARAGE GARAGE, marki, która od 2013 roku specjalizującej się w wyszukiwaniu unikatowego designu XX wieku. Od lat odkrywa i przywraca do obiegu wyjątkowe obiekty wzornictwa, łącząc pasję do designu z kolekcjonerską wrażliwością. Stworzona przez nią marka GARAGE GARAGE jest dziś cenionym źródłem starannie wyselekcjonowanych mebli, oświetlenia i przedmiotów z historią. Jej działalność koncentruje się na promowaniu ponadczasowej estetyki, rzemiosła i wartości płynącej z odpowiedzialnej cyrkulacji designu.