Mosiądz i skóra w meblach vintage – jak dbać o naturalne materiały?
Mosiądz i skóra – dwa materiały, dwa sposoby starzenia
Najpierw małe doprecyzowanie. Skóra jest materiałem naturalnym, natomiast mosiądz to stop miedzi i cynku. Łączy je jednak cecha szczególnie ważna w świecie vintage: oba materiały zmieniają wygląd pod wpływem czasu, dotyku, światła i warunków panujących we wnętrzu.
Projektanci XX wieku wykorzystywali te materiały na bardzo różne sposoby. W Art déco metale współtworzyły język wyrafinowanego detalu, zestawiano je z egzotycznymi fornirami, laką czy szlachetnymi okładzinami. Dobrym przykładem jest francuskie wzornictwo lat 20., w którym pojawiały się mosiężne okucia i dekoracyjne metalowe akcenty. W kolekcji Metropolitan Museum znajduje się choćby stolik Clémenta Rousseau z 1924 roku wykonany z hebanu, skóry rekina, kości słoniowej i mosiądzu.
Modernizm inaczej traktował skórę. Miała współpracować z czytelną konstrukcją, a nie ją maskować. Mies van der Rohe stosował ją ze stalą w krzesłach MR, a oryginalne fotele Barcelona z 1929 roku otrzymały tapicerkę z jasnej koźlęcej skóry. Materiał stał się częścią precyzyjnej kompozycji metalu, proporcji i powierzchni.
To właśnie dlatego w przypadku starego mebla nie ma sensu traktować mosiężnego okucia i skórzanego obicia jak dwóch przypadkowych materiałów eksploatacyjnych. Są częścią języka projektu.
Zanim wypolerujesz mosiądz, sprawdź, na co właściwie patrzysz
Ciemniejszy mosiądz nie oznacza automatycznie zaniedbania. Z czasem jego powierzchnia może stracić fabryczny połysk, nabrać brązowego tonu i przestać odbijać światło tak ostro jak nowy metal. W meblu z lat 50., 60. czy 70. taki efekt często dobrze współgra ze starzejącym się drewnem i skórą.
Problem zaczyna się wtedy, gdy właściciel postanawia przywrócić powierzchni „złoty połysk” za wszelką cenę.
Polerowanie jest procesem ściernym. Każde intensywne polerowanie usuwa niewielką część powierzchni metalu. Najlepiej zacząć od możliwie łagodnych metod i nie stosować przy tym przypadkowych preparatów zawierających agresywne materiały ścierne lub amoniak.
Przy meblu vintage dochodzi jeszcze jedno pytanie: czy widoczna powierzchnia rzeczywiście jest litym, niepowlekanym mosiądzem?
Metalowy detal może być mosiądzowany, lakierowany albo pokryty inną warstwą dekoracyjną. Agresywne czyszczenie może usunąć nie brud, lecz oryginalne wykończenie. Przy rzadkim, sygnowanym lub kolekcjonerskim obiekcie taki eksperyment trudno później odwrócić. Konserwatorzy zwracają uwagę, że historyczne lakiery i powłoki wymagają rozpoznania przed rozpoczęciem czyszczenia.
Czy mosiądz w meblu vintage powinien błyszczeć?
Nie zawsze. Wszystko zależy od projektu.
Art déco i Hollywood Regency znacznie chętniej operują połyskiem, kontrastem i dekoracyjną metalową powierzchnią niż brutalizm czy industrial. W przedmiocie należącym do takiej stylistyki silnie zaniedbany metal może rzeczywiście osłabić pierwotny efekt.
Nie oznacza to jednak, że każde okucie trzeba doprowadzić do lustrzanego blasku.
Lekko przygaszony mosiądz może znakomicie współpracować z ciemnym palisandrem, koniakową skórą czy czarnym lakierem. To różnica pomiędzy oczyszczeniem powierzchni a skasowaniem jej wieku.
Na co dzień najbezpieczniej usuwać kurz miękką, suchą ściereczką. Jeżeli pojawiają się nietypowe zielonkawe, pylące lub woskowate naloty, lepiej nie traktować ich automatycznie jako dekoracyjnej patyny. W stopach miedzi mogą oznaczać proces korozji albo pozostałości wcześniejszych środków czyszczących.
Skóra w meblach vintage
Pielęgnacja starej skóry budzi pokusę stosowania balsamów, olejów, mleczek i innych preparatów mających natychmiast przywrócić miękkość oraz kolor. Przy kilkudziesięcioletnim meblu takie działanie wymaga dużej ostrożności.
Najpierw trzeba ustalić rodzaj i stan wykończenia. Inaczej zachowuje się skóra pigmentowana, inaczej anilinowa, a jeszcze inaczej powierzchnia, którą ktoś wcześniej ponownie barwił lub zabezpieczał.
W konserwacji zabytkowych skór automatyczne natłuszczanie nie uchodzi za bezpieczną zasadę. Oleje mogą z czasem utleniać się, powodować ciemnienie i sztywnienie, tworzyć lepką powierzchnię oraz przyciągać kurz.
Mebel użytkowy nie jest oczywiście eksponatem muzealnym. Ta sama ostrożność ma jednak sens przy wartościowym fotelu czy sofie z epoki: najpierw rozpoznanie materiału, później dobór preparatu.
Słońce i kaloryfer potrafią zrobić więcej szkody niż brak kosmetyku
Skórze znacznie bardziej niż brak kolejnego balsamu szkodzi złe ustawienie mebla.
Długotrwała ekspozycja na światło może prowadzić do zmian koloru i osłabienia struktury skóry, natomiast ciepło sprzyja przesuszaniu. Szczególnie niekorzystne są miejsca tuż przy grzejniku, kominku albo mocno nasłonecznionym przeszkleniu.
Nie chodzi o trzymanie fotela lounge chair w muzealnym półmroku. Lepiej po prostu nie ustawiać sześćdziesięcioletniej skóry tam, gdzie przez kilka godzin dziennie nagrzewa ją ostre letnie słońce.
Pęknięcie skóry spowodowane wieloletnim przesuszeniem znacznie trudniej naprawić niż usunąć zwykły kurz.
Najlepsza konserwacja często oznacza powściągliwość
Dobry vintage nie musi błyszczeć jak reprodukcja.
Mosiężna noga może pozostać lekko przygaszona. Koniakowa skóra może mieć ciemniejsze miejsca na podłokietniku. Metal może nosić subtelne ślady dotyku, a powierzchnia skóry delikatne załamania. Dopóki materiał pozostaje stabilny, takie zmiany mówią o wieku przedmiotu, zamiast świadczyć przeciwko niemu.
Inaczej trzeba potraktować łuszczące się powłoki, postępującą korozję, pękającą skórę, rozwarstwienia czy osłabione szwy. Wtedy kosmetyka przestaje wystarczać i potrzebna staje się konserwacja lub renowacja.
