Włoska sofa – elegancja włoskiego designu w salonie
Włoska sofa - to nie jeden przyjęty typ
Powojenne Włochy stały się jednym z najważniejszych laboratoriów europejskiego wzornictwa przemysłowego. Architekci zaczęli projektować dla producentów seryjnych, rzemiosło spotkało się z rozwijającym się przemysłem, a przedmiot codziennego użytku coraz częściej traktowano jak pełnoprawny projekt kultury materialnej. Dobrym symbolem tej zmiany pozostaje Compasso d’Oro - najbardziej prestiżowa nagroda w dziedzinie wzornictwa przemysłowego, ustanowiona w 1954 roku z inicjatywy Gio Pontiego.
Nie powstał jednak żaden obowiązujący „styl włoskiej sofy”. I dobrze. Gio Ponti interesował się czymś innym niż Mario Bellini, Vico Magistretti projektował inaczej niż Afra i Tobia Scarpa, a florencki Archizoom wręcz kwestionował idee, które poprzednia generacja uznawała za fundament dobrego projektowania.
Właśnie ta różnorodność połączona z projektową dyscypliną sprawia, że włoskie meble z lat 50., 60. i 70. nadal mają taką siłę.
Bastiano – sofa zbudowana niemal jak architektura
Zanim włoskie salony zostały opanowane przez miękkie poliuretanowe bryły, powstały projekty, które eksponowały konstrukcję zamiast ją ukrywać. Świetnym przykładem jest Bastiano, zaprojektowana w 1962 roku przez Afrę i Tobię Scarpa dla Gaviny.
Jej budowa jest niemal elementarna: wyraźna drewniana rama tworzy rodzaj zewnętrznego szkieletu, wewnątrz którego spoczywają obszerne poduszki. Konstrukcja pozostaje widoczna, więc nie pełni wyłącznie technicznej funkcji. Staje się częścią kompozycji mebla.
Bastiano ma w sobie coś z architektonicznego racjonalizmu, ale trudno pomylić ją z chłodnym funkcjonalizmem Bauhausu. Jest bardziej zmysłowa. Grube poduszki zapraszają do siedzenia, podczas gdy geometryczna rama trzyma całość w ryzach.
Włoski modernizm nie musiał wybierać pomiędzy rygorem i przyjemnością. Potrafił połączyć jedno z drugim.
Potem konstrukcja zaczęła znikać
Pod koniec lat 60. dzieje się coś fascynującego. Projektanci dostają do dyspozycji rozwijające się technologie formowania pianek poliuretanowych, więc sofa przestaje być przede wszystkim drewnianą lub metalową ramą przykrytą tapicerką.
Może stać się miękką bryłą.
Jednym z najsłynniejszych przykładów jest Soriana, którą Afra i Tobia Scarpa stworzyli w 1969 roku. Projekt wykorzystywał możliwości pianki poliuretanowej w taki sposób, aby siedzisko nie potrzebowało tradycyjnego wewnętrznego szkieletu. Obfitą tapicerowaną formę obejmowała metalowa klamra. W 1970 roku Soriana zdobyła Compasso d’Oro.
Zmiana jest ogromna.
W Bastiano Scarpa pokazują konstrukcję. W Sorianie niemal ją unicestwiają. A pomiędzy tymi projektami mija zaledwie kilka lat.
To świetnie pokazuje tempo eksperymentów włoskiego designu tamtego okresu. Sofa nie musiała już przypominać eleganckiej ławy wyposażonej w podłokietniki. Mogła wyglądać jak miękka rzeźba postawiona bezpośrednio w przestrzeni.
Florencja 1967 – sofa staje się manifestem
Jeszcze dalej poszli projektanci związani z włoskim Radical Design. W drugiej połowie lat 60. szczególnie ważnym miejscem stała się Florencja, gdzie działały takie grupy jak Archizoom Associati i Superstudio.
Ich projekty nie miały jedynie ładnie urządzać mieszkań. Często stanowiły komentarz do mieszczańskiego modelu życia, konsumpcji, architektury i samej idei dobrego smaku.
W 1967 roku Archizoom zaprojektował dla Poltronovy Superondę. Tradycyjnego stelaża nie było tu w ogóle. Mebel powstał z bloku poliuretanu przeciętego linią przypominającą literę S. Dwie powstałe części można było układać na różne sposoby i zmieniać sofę w siedzisko, chaise longue albo miejsce do leżenia. Błyszczące pokrycie z PVC i mocne kolory dodatkowo zbliżały Superondę do języka Pop Artu.
Trudno o większy dystans od klasycznej salonowej kanapy.
Superonda pokazuje przy tym coś bardzo włoskiego: projektant nie pyta wyłącznie, jak udoskonalić istniejący przedmiot. Pyta, czy ten przedmiot w ogóle musi wyglądać tak, jak wyglądał dotychczas.
Camaleonda – sofa zamienia salon w krajobraz
Na początku lat 70. podobne myślenie przybrało nieco bardziej luksusową, ale nadal eksperymentalną postać.
W 1970 roku Mario Bellini zaprojektował dla B&B Italia system Camaleonda. Nazwa dobrze oddaje jego charakter. Sofa składa się z modułów, które można rozłączać i zestawiać w odmienne konfiguracje. Oryginalny projekt opierał się na kwadratowym module siedziska oraz charakterystycznym miękkim pikowaniu uzyskiwanym za pomocą systemu linek, haków i pierścieni.
Camaleonda jest niska, szeroka i niemal krajobrazowa. Nie stoi grzecznie przy ścianie. Może wejść w środek pokoju i zmienić sposób korzystania z całej przestrzeni.
To jedna z najciekawszych różnic pomiędzy klasyczną sofą a wieloma włoskimi projektami lat 70. Mebel przestaje dostosowywać się do architektury. Zaczyna ją współtworzyć.
Bellini rozwija tę myśl również w serii Le Bambole, zaprojektowanej pierwotnie w 1972 roku. Tutaj konstrukcja wizualnie zanika jeszcze bardziej. Forma wygląda niemal tak, jakby ktoś uformował ją z jednego miękkiego kawałka materii. Seria otrzymała Compasso d’Oro w 1979 roku.
To już świat odległy od smukłych nóg i wyraźnie oddzielonych podłokietników modernizmu lat 50. Nadchodzi soft design, fascynacja organiczną bryłą, swobodą i nowym sposobem odpoczywania.
Maralunga – włoska innowacja, której niemal nie widać
Nie każda włoska sofa z tego okresu musi krzyczeć.
W 1973 roku Vico Magistretti zaprojektował dla Cassiny Maralungę. Na pierwszy rzut oka projekt wydaje się spokojniejszy od Camaleondy czy Superondy. Ma miękką, domową sylwetkę i nie próbuje wyglądać jak obiekt z przyszłości.
Rewolucja została schowana wewnątrz.
Magistretti zastosował mechanizm umożliwiający zmianę wysokości oparcia. Cassina wykorzystała w nim prostą zasadę opartą na łańcuchu umieszczonym w konstrukcji. Niskie oparcie sprzyjało bardziej formalnemu siedzeniu i rozmowie, wysokie pozwalało wygodniej oprzeć głowę.
Maralunga pokazuje inną stronę włoskiej szkoły projektowania. Technologia nie musi być wizualnym spektaklem. Może pozostać niemal niewidoczna i ujawnić się dopiero podczas użytkowania.
Co właściwie sprawia, że sofa wygląda „po włosku”?
Nie istnieje jedna odpowiedź.
Bastiano ma wyraźny szkielet. Soriana niemal się go pozbywa.
Superonda przypomina falę. Camaleonda składa się z pękatych modułów. Maralunga wygląda stosunkowo klasycznie, dopóki nie zmienimy ustawienia jej oparcia.
Łączy je raczej sposób myślenia o meblu.
Włoscy projektanci często traktowali sofę jak małą architekturę. Interesowało ich, jak bryła organizuje otaczającą przestrzeń, jak ciało układa się względem siedziska i jak nowy materiał może zmienić znaną od dziesięcioleci typologię.
Dlatego autentyczna włoska sofa vintage nie musi mieć marmuru, mosiądzu ani skóry w kolorze koniaku. Takie uproszczenie sprowadza jeden z najbardziej eksperymentalnych rozdziałów historii designu do zestawu dekoratorskich rekwizytów.
Italianità kryje się częściej w geście projektanta niż w konkretnym materiale.
Włoska sofa w salonie – pozwól jej mieć własną przestrzeń
Dobra włoska sofa vintage rzadko potrzebuje wielu pomocników. Jeżeli ma wyrazistą bryłę, najgorszym rozwiązaniem może okazać się otoczenie jej kolekcją równie głośnych przedmiotów.
Camaleonda potrzebuje miejsca, żeby pokazać rytm modułów. Bastiano dobrze wygląda wtedy, gdy można zobaczyć również jej ramę i tył. Rzeźbiarska sofa z lat 60. lub 70. często zyskuje, kiedy nie zostaje dociśnięta do ściany.
Interesujące efekty daje natomiast dialog różnych szkół projektowania.
Miękka włoska bryła może stanąć obok surowego brutalistycznego stolika. Ekspresyjna sofa z lat 70. może pojawić się w ascetycznym wnętrzu inspirowanym modernizmem. Skórzany model o architektonicznej konstrukcji dobrze odnajdzie się obok szkła, stali, ceramiki studyjnej czy mocnej grafiki.
Nie trzeba urządzać całego mieszkania „po włosku”. Wnętrze urządzone wyłącznie ikonami łatwo zaczyna przypominać katalog albo ekspozycję targową.
Znacznie ciekawsza jest przestrzeń, w której meble z różnych dekad i środowisk prowadzą ze sobą rozmowę.
Vintage wymaga patrzenia dalej niż na nazwisko projektanta
Rosnąca popularność włoskich sof z lat 60. i 70. sprawia, że nazwiska Belliniego, Scarpy czy Magistrettiego działają dziś niemal jak marki. Przy zakupie vintage samo nazwisko nie powinno jednak kończyć oględzin.
Liczy się producent, okres powstania egzemplarza, konstrukcja, wymiary, sposób wykonania tapicerki i historia ewentualnej renowacji. W przypadku mebla przypisywanego konkretnemu projektantowi dobrze szukać oznaczeń manufaktury, etykiet, stempli, dokumentacji oraz cech zgodnych z oryginalną specyfikacją danego modelu.
Stan zachowania też wymaga rozsądnej oceny. Patyna i ślady wieku mogą należeć do historii przedmiotu, ale uszkodzenie konstrukcyjne jest czymś zupełnie innym. W sofie kilkudziesięcioletniej szczególnie ważny staje się stan ramy, pianek, pasów, sprężyn i tapicerki.
Włoska sofa jako bohater wnętrza
Najciekawsze włoskie sofy XX wieku powstały dlatego, że ich projektanci nie chcieli produkować kolejnych wariacji tego samego mebla.
Scarpa pokazali, że konstrukcja może być ozdobą, a kilka lat później udowodnili, że można ją niemal całkowicie ukryć. Archizoom przeciął blok poliuretanu i zakwestionował tradycyjną kanapę. Bellini zamienił sofę w modularny krajobraz. Magistretti schował innowację pod miękką tapicerką.
Dlatego włoska sofa vintage potrafi zmienić charakter salonu bez żadnej dekoratorskiej scenografii. Ma własne proporcje, własną historię i własny sposób zajmowania przestrzeni.
Dobrze wybrany egzemplarz nie potrzebuje wnętrza urządzonego pod konkretną epokę. Potrzebuje miejsca, światła i kilku przedmiotów, które potrafią z nim dialogować.
