Włoski design – elegancja i śmiałość włoskich projektów
Zanim powstało „Made in Italy”
Historia włoskiego designu nie zaczyna się od jednego fotela ani jednej manufaktury. Ważnym punktem stała się działalność Triennale, której początki sięgają wystawy sztuk dekoracyjnych zorganizowanej w Monzy w 1923 roku. Dziesięć lat później wydarzenie przeniosło się do Mediolanu, do Palazzo dell’Arte projektu Giovanniego Muzio. Od początku spotykały się tam sztuka, architektura, rzemiosło i rozwijający się przemysł.
To połączenie okaże się później charakterystyczne dla włoskiego projektowania. W przeciwieństwie do Bauhausu, który wypracował dość jednoznaczny program podporządkowania formy funkcji i produkcji przemysłowej, włoscy projektanci rzadko trzymali się jednej doktryny. Modernizm przepuszczali przez lokalne tradycje rzemieślnicze, zamiłowanie do luksusowych materiałów, architekturę, modę i sztukę.
Po II wojnie światowej taki sposób myślenia trafił na podatny grunt. Odbudowa kraju i szybki rozwój przemysłu stworzyły warunki dla nowego pokolenia projektantów. W 1954 roku z inicjatywy Gio Pontiego i Alberto Rossellego dom towarowy La Rinascente ustanowił nagrodę Compasso d’Oro, która miała promować najlepsze osiągnięcia młodego jeszcze włoskiego wzornictwa przemysłowego.
Gio Ponti i włoska sztuka lekkości
Jeżeli włoski design miałby otrzymać jednego patrona, Gio Ponti znalazłby się bardzo wysoko na liście kandydatów. Architekt, projektant, redaktor i założyciel magazynu „Domus” poruszał się pomiędzy architekturą a meblem z typowo włoską swobodą.
W jego projektach lekkość nie oznaczała kruchości, lecz usunięcie wszystkiego, co zbędne. Z tej logiki wyrasta choćby Superleggera, krzesło opracowane dla Cassiny w latach 50. Ponti doprowadził tradycyjny typ liguryjskiego krzesła Chiavari do niemal graficznej postaci. Smukłe nogi, szczupła rama, żadnej demonstracji konstrukcyjnej siły.
To ważna cecha włoskiego modernizmu. Projekt może być racjonalny bez surowości i elegancki bez ornamentu. Forma nie musi manifestować swojej wartości. Czasami wystarcza linia narysowana z absolutną pewnością ręki.
Castiglioni – projektant jako obserwator
Inną drogę obrali Achille i Pier Giacomo Castiglioni. Ich projekty często zaczynały się od obserwowania gotowych przedmiotów, mechanizmów i codziennych zachowań. Achille Castiglioni przez dziesięciolecia badał materiały, techniki produkcyjne i zwyczajne obiekty, szukając dla nich nowych znaczeń.
Włoska elegancja w takim wydaniu nie ma wiele wspólnego z dekoracyjnością. Bierze się z inteligencji konstrukcji.
Lampy Castiglionich potrafią przypominać wyposażenie techniczne, fragment scenografii albo znaleziony przypadkiem przedmiot, który ktoś przesunął z fabryki do mediolańskiego mieszkania. Rodzi się tu bliskość z objet trouvé i dadaistyczną tradycją nadawania nowych znaczeń rzeczom już istniejącym.
Właśnie dlatego najlepszy włoski design tak często ma w sobie dowcip. Projektant nie stoi nad użytkownikiem z linijką i manifestem. Czasami puszcza do niego oko.
Afra i Tobia Scarpa – konstrukcja, którą chce się oglądać
Włoska szkoła potrafiła też znakomicie wykorzystać drewno i skórę. Projekty Afry i Tobii Scarpa pokazują, jak daleko można odejść od stereotypu lekkiego, dekoracyjnego „włoskiego mebla”.
Dobrym przykładem pozostaje Bastiano, zaprojektowane dla Gaviny na początku lat 60. Miękkie poduszki osadzono w wyrazistej drewnianej konstrukcji, która nie próbuje ukryć sposobu budowy mebla. Rama staje się częścią kompozycji, niemal architekturą dla siedziska.
To zupełnie inny temperament niż subtelność Pontiego, a przecież nadal bezsprzecznie włoski.
Plastik przestaje udawać coś szlachetniejszego
W latach 50. i 60. projektanci dostali do ręki materiały, których wcześniejsze generacje właściwie nie znały. Tworzywa sztuczne pozwalały odlewać obiekty o kształtach trudnych albo kosztownych do wykonania tradycyjnymi metodami.
Włosi nie próbowali jednak za wszelką cenę sprawić, aby plastik wyglądał jak drewno. Zaczęli eksponować jego własną naturę.
Kartell stał się jednym z symboli tej rewolucji. W archiwum firmy znajdziemy nazwiska Anny Castelli Ferrieri, Joe Colombo, Giotta Stoppino czy Gino Colombiniego, a rozwój jej kolekcji pokazuje przejście od drobnych przedmiotów użytkowych do mebli i oświetlenia wykonywanego z tworzyw.
Nagle dom mógł wyglądać inaczej.
Lżej. Bardziej mobilnie. Bardziej futurystycznie.
Włoskie wzornictwo zaczęło zbliżać się do estetyki Space Age, pop-artu i wizji życia przyszłości, którą w latach 60. podsycały wyścig kosmiczny, kino oraz rozwój nowych technologii.
Radical Design – kiedy grzeczny modernizm przestał wystarczać
Pod koniec lat 60. część włoskich projektantów uznała, że eleganckie krzesło i funkcjonalna lampa nie wystarczą już do rozmowy o współczesnym świecie.
Narodził się Italian Radical Design.
Archizoom, Superstudio i inni twórcy związani z radykalną sceną Florencji zaczęli podważać modernistyczne przekonanie, że projektowanie powinno przede wszystkim rozwiązywać problemy. Mebel mógł być komentarzem, absurdem, prowokacją albo antyprojektem.
Momentem potwierdzającym międzynarodową rangę włoskiego eksperymentu stała się wystawa „Italy: The New Domestic Landscape” w nowojorskim MoMA w 1972 roku. Pokazano tam zarówno przedmioty użytkowe, jak i całe eksperymentalne środowiska mieszkalne autorstwa takich twórców jak Ettore Sottsass, Joe Colombo, Gae Aulenti, Mario Bellini, Gaetano Pesce czy grupy Superstudio i Archizoom.
Mebel przestał być niewinnym wyposażeniem domu.
Stał się wypowiedzią.
Kaktus w salonie? Oczywiście
Trudno znaleźć przedmiot lepiej pokazujący włoską bezczelność niż Cactus zaprojektowany w 1972 roku przez Guido Drocco i Franco Mello dla Guframu.
Ma wysokość człowieka. Powstał z miękkiego poliuretanu. Wygląda jak przeskalowany kaktus i może pełnić funkcję wieszaka, choć sprowadzenie go do tej funkcji byłoby wyjątkowo niesprawiedliwe.
To projekt stojący dokładnie na granicy mebla, rzeźby i dowcipu.
Memphis – Mediolan wypowiada wojnę dobremu smakowi
W grudniu 1980 roku wokół Ettore Sottsassa zebrała się grupa projektantów, która już chwilę później miała wywołać jedną z największych awantur estetycznych XX wieku. Memphis po raz pierwszy zaprezentowało swoją kolekcję w Mediolanie we wrześniu 1981 roku. W grupie znaleźli się między innymi Michele De Lucchi, Nathalie Du Pasquier, Martine Bedin, George Sowden i Aldo Cibic.
Kolorowe laminaty, geometryczne wzory, powierzchnie przypominające grafikę z komiksu, pozornie przypadkowe zestawienia materiałów – Memphis świadomie występowało przeciwko powadze funkcjonalizmu i dobremu smakowi definiowanemu przez modernistyczny establishment.
Regał Carlton Sottsassa nie chce zniknąć pod ścianą.
Chce być ścianą, znakiem, rzeźbą i bohaterem pokoju jednocześnie.
Po dekadach modernistycznego „less is more” Włosi odpowiedzieli czymś zbliżonym do: less is a bore.
I zrobili to bez najmniejszego poczucia winy.
Włoski design nie ma jednej twarzy
Na tym polega jego siła. Superleggera Gio Pontiego i Cactus Guframu niemal nie wyglądają, jakby należały do tej samej historii, a jednak łączy je podobna swoboda projektowania.
W jednym przypadku projektant redukuje mebel, aż zostaje czysta proporcja. W drugim zamienia przedmiot użytkowy w surrealistyczny żart. Castiglioni obserwuje codzienność, Scarpa buduje mebel jak małą architekturę, Joe Colombo patrzy w stronę przyszłości, a Sottsass rozsadza modernizm kolorem.
Równie ciekawa pozostaje późniejsza włoska elegancja. Projekty Antonio Citterio pokazują, że po radykalnych latach 70. i postmodernistycznej eksplozji lat 80. nadal można było pracować z racjonalizmem bez cofania się do ortodoksji. Para stolików Carlotta z 1997 roku znajdująca się w kolekcji GARAGE GARAGE łączy chromowaną, lekką konstrukcję z geometrią, w której można odnaleźć zarówno włoski racjonalizm, jak i dalekie echo Bauhausu.
I być może właśnie dlatego włoski vintage starzeje się tak interesująco. Nie reprezentuje jednego stylu ani jednej epoki. Jest zapisem kolejnych prób odpowiedzi na pytanie, czym właściwie może być przedmiot w ludzkim otoczeniu.
Raz odpowiedzią jest perfekcyjne krzesło.
Innym razem sofa z piękną konstrukcją, którą warto wyeksponować.
A czasem odpowiedzią okazuje się dwumetrowy zielony kaktus stojący pośrodku salonu.
